czwartek, 16 maja 2013

Inny świat



            Kogo nie bierze czasem Tęsknota? Taka zwykła, niewytłumaczalna Tęsknota, najpewniej silnie związana z Odhr. Nie mowa tu o chęci zobaczenia dawno niewidzianego kochanka czy rodziców na zbyt długiej kolonii. Tęsknota zastaje nas w momencie, gdy mamy wszystko, czego – jak mogłoby się wydawać – chcieć możemy, pod wpływem jednego słowa, obrazu, dźwięku. Spada niczym grom z jasnego nieba i kradnie myśli, uczucia, emocje, narzuca chęć pozostawienia wszystkiego, co robimy na rzecz bezmyślnego gapienia się w przestrzeń lub wyrzucenia Jej z siebie. Lecz mimo to nie jest uczuciem negatywnym. Bywa przyjemna, gdy zabiera nas gdzieś daleko, do niepodejrzewanych przez nas od czasów dzieciństwa miejsc, bywa twórcza, gdy postanowimy podzielić się nią na papierze czy w nutach, bywa wyzwalająca, gdy wskazuje nam drogę w naszym życiu.
            Nieszczęśliwi potrafią jedynie tęsknić. Siedzą, patrzą w okno lub zwyczajnie tłumią to uczucie w sobie zmuszając się do robienia czegokolwiek, traktując ją niczym smutek czy zwykłą tęsknotę. Szczęśliwi – a może bardziej wrażliwi? – dostrzegają jej przyczynę, wiedzą, czego pragną i potrafią to wykorzystać. Część z nich ogląda filmy, część gra w RPG czy gry komputerowe, część pisze książki, wiersze i piosenki. Bo Tęsknota dotyczy innego życia. Nie tego, które może nam zaofiarować świat, jaki znamy. Każdy to życie odbiera inaczej – walka o przetrwanie, wielkie, epickie bitwy, życie wśród lasów lub kamiennych ścian wielkich warowni, bogate suknie i zawody łucznicze, rycerze w lśniących zbrojach, technika pozwalająca podróżować po przestrzeniach kosmicznych, obce gatunki, zniszczone miasta będące nikłym wspomnieniem naszej cywilizacji. Dla każdego ten inny świat wygląda odmiennie i szczęśliwi ci, dla których podobny jest do naszego, lub którzy namiastkę takowego potrafią stworzyć. Wtedy właśnie Tęsknota staje się wyznacznikiem w życiu, zamiast – jak wielu tym, którzy nie chcą jej sobie uświadomić – odebrać go i doprowadzać nawet do depresji nadaje cel, umożliwia pracę na swoje szczęście i komfort psychiczny. Staje się twórcza, gdy dajemy jej upust tworząc własny świat, świat wspaniałej fantazji, w którym nie należy się zaszywać, warto jednak często go odwiedzać. Daje to spokój, daje to poczucie bezpieczeństwa, daje to nadzieję, że jest jeszcze szansa dla naszego społeczeństwa, które przeraża coraz bardziej. Czas płynie, ludzie się zmieniają, społeczeństwo również. To nie ulega najmniejszej wątpliwości, co więcej – jest pożądane, choćby ze względu na przetrwanie gatunku. Kiedyś jednak te zmiany służyły gatunkowi, można jednak mieć szczere wątpliwości czy wciąż to robią.
            Kiedyś dobór naturalny preferował jednostki lepiej przystosowane likwidując te gorzej przystosowane. Ludzie jednak zrezygnowali całkowicie z doboru naturalnego nie tylko pozwalając żyć ludziom z poważnymi chorobami i przekazywać je dalej, ale również pozwalając zdrowym ludziom degradować, stawać się jeszcze gorzej przystosowanymi niż owi chorzy. W dzisiejszym świecie ludzie przystosowują się do sztucznego świata, który sami tworzą nie potrafiąc istnieć w świecie prawdziwym, który go otacza. Gdyby ta śliczna iluzja zniknęła większość zmarłaby w przeciągu kilku dni nie potrafiąc zrobić absolutnie nic, próbując rozpalić ognisko trąc o siebie patyki. Stajemy się coraz bardziej zależni od techniki – internetu, telefonów, telewizji – czerpiąc całą swą „mądrość” i „wiedzę” z tych źródeł. Ludzie poinformowani o najoczywistszych prawdach robią wielkie oczy, twierdzą, że to niezwykle mądre i nigdy sami by tego nie wymyślili. Każdy, kto wykazuje najniższy poziom inteligencji uważany jest za niesamowicie inteligentnego i wartego uwagi. Co więcej, ludzie zaczynają potrzebować siebie nawzajem dużo bardziej niż mogłoby się wydawać. Coraz więcej osób nie jest w stanie przemeblować pokoju, umówić się na randkę czy nawet ubrać bez pomocy innych, często nawet (o, zgrozo!) obcych, ludzi. Interesujące przestają być problemy życiowe, egzystencjalne, choćby i nawet najbliższych. Fascynujące za to i godne nieprzerwanej przez kilka dni uwagi staje się, że jakaś Amerykanka – jako któraś set z kolei – wycięła sobie piersi.  Zagrożenie objawia się w tym, że gdyby wszystkie media zaczęły teraz głosić, że komunizm lub nazizm to najlepsze, co spotkało świat i powinny zapanować wszędzie – ludzie uwierzyliby i domagaliby się wprowadzenia tych ustrojów. Bo tak mówią media, bo tak mówią wszyscy, to musi być prawda.
            Coraz popularniejsze stają się portale społecznościowe pozwalające ludziom czuć się niczym celebryci – ważni, zawsze w centrum uwagi, otoczeni przez fałszywych ludzi, których nazywają „przyjaciółmi”, choć daleko im nawet do kolegów, lecz których uwaga poprawia im humor. Zaginęły gdzieś siła, niezależność a jednocześnie należenie do stada, zdolność do życia w nim i, przede wszystkim, brania odpowiedzialności za nie i za siebie. Liczy się „ja”, „moje”, ceniona i sztucznie promowana jest indywidualność jednocześnie zaś każdy stara się wszystkim przypodobać i znaleźć w tłumie żeby nie być osądzanym za swoje czyny. Absurd? Nic nowego w dzisiejszym świecie.
            Bardzo się nie rozpisałam. Nie było jednak nad czym. Moje dzisiejsze postulaty są proste.
            Po pierwsze nie dajmy z siebie zrobić idiotów. Z jakiś przyczyn mamy w nazwie „człowiek myślący”. Korzystajmy więc z tego przywileju, w natłoku idiotów przekonanych, że modne ubrania, imprezy czy słuchanie modnej muzyki zrobi z nich panów świata zachowajmy zdrowy rozsądek, sarkazm i inteligencje. Nie bójmy się tej ostatniej, nawet jeśli pośród dzisiejszych ludzi – wbrew pozorom nie tylko młodzieży – przyznanie się do niej wymaga ogromu odwagi.
            Po drugie otwórzmy się na Tęsknotę. Posłuchajmy jej czasem trochę, oddajmy się w Jej ręce i sprawdźmy, co powie nam o nas samych. Otwórzmy się na płynącą z nią wrażliwość a rzucone przez nią wyzwania udźwignijmy zamiast traktować jako bolesne, niespełnione marzenia. Warto.

8 komentarzy:

  1. Zostałaś namówiona na nowy tekst. Nieźle.

    Co to jest Odhr, brzmi jak coś co kiedyś pojmowałem poznając mitologię nordycką. Nie pamiętam.

    Poza tym chciałbym jakoś poprowadzić ciekawą dyskusję na takie tematy, jednak nie jestem aktualnie zbyt płodny pod tym względem. Szkoda. Zwłaszcza, że ujęcie tęsknoty jest dosyć ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, zostałam namówiona. Dostałam kopniaka w tyłek i się zebrałam. Też uważam, że to nie tak źle.
    Odhr... Tak, niewątpliwie pochodzi z mitologii nordyckiej. Odhr to część duszy objawiająca się w pewnym przeczuciu, natchnieniu, ekstazie. To, co objawia się we wspaniałej grze aktora. Chciałabym kiedyś zdobyć wiedzę i pewność siebie by dokładniej to rozpisać.

    Ujęcie Tęsknoty tylko o tyle ciekawe, że nie dotyczy tych spraw oczywistych, o których się zawsze rozprawia.

    Też sądziłam, że płodność pisarska mi odeszła dopóki nie dostałam kopniaka i nie zebrałam się napisać tego tekstu. Bo najgorzej to się zebrać i zacząć, potem jakoś idzie. A że do ciekawych dyskusji zawsze jestem chętna to zapraszam gdy tylko Cię najdzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tęsknota tutaj ujęta jest typową dla człowieka potrzebą ruchu i życia. Bo ciężko aby znaleźć się w miejscu w którym jest nam naprawdę dobrze. Zawsze chcemy więcej. Czasem nawet tak bardzo, że nie zauważamy tego czego chcemy, będąc odurzeni naszymi żądzami.

    Jednak nie sądzę aby można ją było bezpośrednio powiązać z szczęśliwością, która jak sądzę zależy bardziej od samopoznania. Sądzę tak dlatego iż jednostka, będąc w świecie, ciągle jest bombardowana pewnymi nakazami, przekazywane są jej pewne wartości jak bogactwo, popularność i inne o różnych, nieraz sprzecznych, naturach. (Jak na przykład bycie miłym dla ludzi i bycie szczerym, co ciężko jest wielu osobom połączyć. Ewentualnie bycie "grzecznym" i "nie dawanie sobie dmuchać w kasze", co tak nieprecyzyjnie określę.) Problem pojawia się kiedy okazuje się, że te wartości mimo tego, że prezentowane są jako najbardziej pożądane, nie dają nam satysfakcji. Nie koniecznie ich pragniemy, jednak wciskane nam są jako coś czego chcemy. Dochodzi do anomii, konfliktu.

    Dlatego jednostka aby zakończyć ten konflikt, musi odnaleźć swoje miejsce w świecie i dojść do tego czego pragnie i co jej sprawi szczęście. Nie musi to być koniecznie racjonalne. Chociażby dlatego, że ciężko narzucić jarzmo rozumu wierze. Chodzi po prostu o stworzenie sobie spójnego obrazu świata i osadzenie się w nim. Inaczej pozostaniemy w tym wewnętrznym konflikcie który nie wynika tyle z negacji tej tęsknoty, co z braku pewnej samowiedzy. Widzę tu zasadniczą różnicę między aktywną negacją a pasywną nieświadomością.

    Odnośnie przystosowania to sądzę, że wynika ono również z tej samoświadomości. Dzisiaj w naszej rozrywkowej kulturze jest promowana natychmiastowa gratyfikacja. Robienie sobie dobrze. Szybkie diety, pożyczki, jedzenie, wiedza i tak dalej. Zanika potrzeba pracowania na coś. Jednak gdzie tutaj miejsce na samowiedzę? Właśnie z rodzącego się przyzwyczajenia do natychmiastowej gratyfikacji. Po co próbować osiągnąć coś co, nie oszukujmy się, nie jest łatwe. Prostsze jest przyjęcie gotowych wzorców. Osoby rozwijają się napotykając opór, cierpienie. Kiedy są w sytuacjach kiedy one same muszą podjąć decyzję, bez pomocy. Napotykając własne granice. Takie sytuacje zdarzają się tylko wtedy kiedy dzieje się coś zagrażającego naszemu komfortowi. Może to być jakaś idea która powoli nas pożera, może to być czyjaś śmierć, wojna i tak dalej.

    Właśnie czymś takim jest tęsknota. Kiedy wciąż nie jesteśmy zadowoleni z naszej sytuacji. Możemy albo zacząć działać, albo zacząć negować. Pierwszy wypadek będzie prowadził do rozwoju, drugi do rosnącego konfliktu. Być może ostatecznie do śmierci. Zdarza się tak, że ludzie popełniają samobójstwo i nikt nie wie dlaczego. Jednak przecież na tym polega według mnie życie. Życie to ruch. Ciągle się zmienia, rozrasta, kurczy, ewoluuje.

    Dlatego też dochodzę do wniosku, że komfort jest śmiertelny w nadmiarze. Gdyby nie walka z naszymi ograniczeniami i słabościami to wciąż siedzielibyśmy w jaskiniach.

    Oczywiście to wszystko pozostawia jeszcze wiele kwestii do omówienia, które być może nie mają pewnego rozwiązania. Jednak ostatecznie nie czujemy się chyba komfortowo w takiej nieokreśloności. Dlatego próbujemy je rozwiązać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gruncie rzeczy nie mam czego negować w Twojej wypowiedzi. Nie da się zaprzeczyć, że podstawową cechą do przetrwania człowieka jest siła. Ta siła pozwoli wyrwać się spośród stereotypów i nakazów narzucanych przez społeczeństwo, media. Nakazów szybkiej i krótkotrwałej przyjemności, nakazu chcenia więcej i więcej bez dawania niczego od siebie.

      Są tacy, którym z zasady to nie pasuje. Tacy, którzy po prostu tak nie mogą, czują się z tym źle, razi ich to. Taki styl życia doprowadziłby ich do obrzydzenia samym sobą, być może, w przebłysku odrobiny godności, samobójstwa. Osoby, dla których wciąż ważne są pracowitość, rodzina, honor, godność, tradycja, własne myślenie. Ale nawet oni potrzebują siły, by móc stanąć przeciw tłumowi, oprzeć się jego naporowi. "Bo najtrudniejsze zawsze jest powiedzieć NIE gdy mówią TAK" jak śpiewał T.Love. I jest to, niestety, szczera prawda.

      Tę niezbędną siłę może dać właśnie Tęsknota. Jeśli mamy dość samowiedzy, pięknie nazwane, potrafimy posłuchać sami siebie i nie boimy się siebie. Bo to jest kolejny problem ludzi idących za tłumem - tak przywykli do ludzi wokół, że zatracili siebie, że jakiekolwiek wysłuchanie samych siebie, swoich potrzeb i marzeń napawa ich lękiem, nieraz odrazą. Lepiej pójść na dyskotekę, upić się i zniknąć. Gdy jednak posłuchamy tego, co sami mamy sobie do powiedzenia w końcu uświadomimy sobie czego chcemy, do czego powinniśmy dążyć i wtedy możemy znaleźć siły by zacząć działać, pozbyć się bólu i konfliktów.

      Jednak nieuświadomiona Tęsknota... Stwierdzenie, że może prowadzić nawet do samobójstwa jest jak najbardziej prawdziwe. Znam to nawet po sobie. Był okres, gdy miałam niemal wszystko, czego mogłam zapragnąć, a jednak popadałam w depresje, czegoś mi brakowało, nie mogłam być szczęśliwa. Dopiero, gdy dowiedziałam się czego chce... nagle wszystko się odmieniło. I nawet jeśli marzenia są zupełnie nierealne - zawsze znajdzie się sposób, by jakoś je spełnić. Naprawdę, nawet najbardziej nierealne.

      Śmiertelność komfortu... Obawiam się, że doprowadzi nas ona prędzej czy później z powrotem do jaskini. Bo do tego ludzie dążą. Nic nie potrafią, nic nie chcą, tylko się napić, zarobić i mieć od wszystkiego spokój. Samodoskonalenie? To z łaciny? Taki upadek boli, niemal fizycznie boli i w sumie nawet nie wiadomo skąd i kiedy konkretnie się wziął...

      Napisane, jak to u mnie, nieco chaotycznie, ale może da się z tego ogólny sens wyłapać.

      Usuń
    2. Samowiedzę zerżnąłem z Ingardenowskiego tłumaczenia Kanta. Mój wykładowca lubi się rozwodzić nad tym, że jest zbyt fanaberyjnym terminem. Lubie fanaberyjne terminy. Poza tym nie znam w takim stopniu niemieckiego żeby dostatecznie rozumieć implikacje niektórych Kantowskich formuł językowych. Aczkolwiek również ubolewam nad narastającymi niejasnościami w języku. Chociaż te niejasności nie są jedynie wynikiem fanaberyjnych terminów.

      Jednak zauważam, że jakoś zbyt okrężnie potraktowałem siłę w tym co napisałem. Właśnie siła jest bardzo ważna. Jednak wciąż sądzę, że potrzebuje ona jakiegoś oparcia, samowiedzy właśnie. Ponieważ inne rodzaje oparcia są dosyć słabe i przelotne. Jeśli oparciem naszej siły będą inni ludzie to zniknie ona jeśli się odwrócą albo znikną. Jeśli zaś siłę oprzemy na samej wierze to też może być z tym różnie. Sądzę, że wiara też powinna być ugruntowana w jakiejś pewności i samoświadomości. Być swego rodzaju siłą. Ponieważ jeśli jestem przekonany, że istnieje jakieś bóstwo, które mnie do tego jeszcze kocha, to jak mogę obawiać się rzeczy takich jak śmierć, przeciwności losu i tak dalej. Poza tym prawdziwa wiara implikuje działanie. Dlaczego miałbym nie działać w zgodzie z własną wiarą? Przecież to niedorzeczne. Dlatego też irytują mnie ludzie którzy próbują się za wszelką cenę wpisać pod jakąś religię. Przecież nawet wielcy teologowie narażali się swoim współczesnym tylko po to aby wyjaśnić pewne kwestie i uzupełnić swoją wiarę. Nie brali jej jako gotowego produktu, lecz jako wielką pracę i misję.

      Natomiast myśląc o tym, że ludzie potrzebują siły to popadam w smutek. Mam wrażenie, że jest z tym pojęciem pewien problem, jest zbytnio łączone z agresją, głupotą, zaniedbaniem. Młodzi ludzie potrafią się zachwycać tym, że są agresywni i mają gdzieś to co robią. Nawet dorośli ludzie są zwodzeni przez jakieś głupie wiązanie siły z innymi cechami. Widziałem kiedyś jakiś niemiecki program typu tego samego co nasz z Drzyzgą. Zaprosili grupę kulturystów, którzy byli obrażani przez ludzi z widowni tylko za to, że ćwiczą. Było to tak smutne. Ewentualnie ludzie którzy mają pasje której poświęcają dużo czasu w dobrym wypadku mogą liczyć na lekkie docinki i żarciki ze strony znajomych, gorzej jeśli stają się obiektem kpin. Zgodzę się, że fanatyzm może być straszny. Jednak z tego też powodu nie możemy się fanatycznie trzymać złotego środka.

      Ostatecznie przyznam, że Tęsknota może dać siłę. Jednak dla mnie będzie ona jedynie konsekwencją nieznajomości siebie, która prowadzi do samopoznania, przez co również do siły. Dlatego też jej istnienie nie będzie samodzielne.

      Poza tym sądzę, że sile wypada poświęcić więcej uwagi. Łączy się z tak wieloma kwestiami i mam wrażenie, że jest często nierozumiana, lub źle rozumiana.

      Usuń
    3. Siła, w gruncie rzeczy, jest podstawą. Bez niej nie mają znaczenia wiara, samodoskonalenie, marzenia, pragnienia, Tęsknota. Bowiem bez niej nikt nie będzie w stanie dążyć do spełnienia swych pragnień, nie stanie w obronie swej wiary, załamie się pod ciężarem drwin i złośliwości lub samego siebie.

      A jednocześnie siła nie może istnieć bez tych wszystkich elementów. Siła bowiem potrzebuje może nie tyle oparcia, co zasadności. Chociaż, można to też określić oparciem. Gdy zaczynają się ból, wyzwiska, wpychanie z powrotem w szereg najłatwiej pomyśleć, że może nie warto, lepiej schować dumę w kieszeń i poddać się. I w tym miejscu na pomoc sile przychodzi cała reszta. To jak organizm, który niby może pracować bez ręki, oczu, nogi, wątroby, ale to już nie będzie to samo, nigdy nie zadziała tak samo sprawnie.

      Siła odnajdzie wsparcie w samodoskonaleniu, bo im bardziej siebie znamy tym łatwiej nam pokonać nasze słabości. Odnajdzie w Tęsknocie, bo będzie ona motorem do działania, będzie chęcią do zyskania takiego życia, jakie nam się marzy. Odnajdzie w wierze, jeśli ta jest prawdziwa i jest naszą, nie narzuconą nam, bo jesteśmy pewni swego i czujemy wsparcie. A jeśli jeszcze religia mówi nam "idź, bądź silny i walcz, bo tylko tak do czegoś dojdziesz" winą jest zrezygnować ze swej siły.

      Jednak wiara musi być, no właśnie, prawdziwa. Nie na zasadzie "stanę, ktoś powie mi z ambony kilka słów, wrócę bezrefleksyjnie do domu i będę szczęśliwy". Prawdziwa wiara wymaga myślenia a w dzisiejszych tego brakuje, więcej, jest ono często zakazywane "bo tu masz napisane, że tak ma być i już!".

      Rozumienie w dzisiejszych czasach siły też jest przykre. Społeczeństwo ma zwyczaj upraszczania wszystkiego: języka, pojęć, swojego zakresu rozumienia. Posługując się, znanym Ci może, obrazkiem z internetu: http://img854.imageshack.us/img854/6910/whatdoesitmean.jpg
      Niestety nie da się zaprzeczyć, że tak to działa i zakres pojmowania staje się coraz węższy. A to znaczy, że ludzie przyjmą do wiadomości tylko jedno znaczenie wyrazu - to, które jest najczęstsze i, przede wszystkim, najłatwiej do zrozumienia. A najłatwiej zrozumieć siłę jako fizyczną, do tego agresywną i brutalną. To możemy zobaczyć.

      Bo pojęcie siły psychicznej nie jest takie łatwe. Nie tak łatwo zrozumieć, że człowiek silny może upaść, może się załamać, może płakać i potrzebować wsparcia. I to wcale nie umniejszy jego siły jeśli potem wstanie, otrzepie się, pójdzie dalej i wyciągnie wnioski. Dla ludzi, którzy przyjmują siłę ducha do zrozumienia jest to w większości po prostu chłód, obojętność, udawanie kogoś, kto nigdy się nie myli. A przecież tak daleko temu do siły prawdziwej.

      Usuń
    4. Właściwie ten obrazek nie jest zbyt dobry. Zestawienie jakiegoś rapera z filozofami i pisarzami jest przynajmniej niefortunne. Ponieważ można stwierdzić, że przynajmniej cztery pierwsze wypowiedzi nie są upraszczane, zmienia się jedynie ich przedmiot.

      Właściwie to dążyłbym do jakiegoś bardziej pierwotnego pojęcia siły, które wymagało by jak najmniejszej ilości rzeczy. Powiedziałbym, że jest wręcz przyrodzona i wykorzystywana do osiągnięcia pewnej świadomości siebie w tym konflikcie wartości o którym pisałem wcześniej. Dlatego musiała by ona być bardziej pierwotna od samoświadomości, dopiero prowadzić do jej narodzin w tym konflikcie. Tak więc siła na początku nie jest jawna, lecz staje się taka w wyniku jej użytkowania. Siła która pozostaje w spoczynku nie różni się za bardzo od braku siły, dlatego dopiero jej użycie by prowadziło do ujawnienia się. Natomiast dopiero kiedy już w jakimś sensie stanie się jawna, prowadziła by do samodoskonalenia, które natomiast prowadzi do stawania się silniejszym i powiększenia samoświadomości. Mniej więcej widzę to według tego schematu: http://i41.tinypic.com/dn0b4z.jpg

      Jednak to tylko dążenie do uczynienia siły bardziej pierwotną od reszty ludzkiego istnienia. Jeszcze można by rozróżnić dwa bieguny siły, aktywny i pasywny. Gdzie pierwszy byłby zasadą działania, drugi natomiast byłby zasadą trwania. Pierwszy służy do przemian, drugi do utrwalenia wartości i odparciu wszelkich rzeczy które mogły by zniszczyć człowieka i jego siłę i tak dalej. Jednak wciąż pozostaje kwestia ignorancji, której nie można uznać za siłę. Mimo, że służy do ochrony przekonań, to wynika ona z pewnej krnąbrności i braku refleksji, co sprzeciwia się sile, która powinna służyć doskonaleniu. (Dlaczego powinna temu służyć to też kwestia na całą dyskusję, jednak można na szybko stwierdzić, że większa siła równa się większej doskonałości, więc siła która służyła by trzymaniu się mniejszej doskonałości, była by siłą fałszywą. [Natomiast powiązanie siły z doskonałością wynika z przedstawionego przeze mnie użytku siły do samodoskonalenia, które również prowadzi do jej zwiększenia])

      Ostatecznie wychodzi z tego pojęcie bardzo proste, ale również bardzo skomplikowane w swojej prostocie. Głównie przez to, że również zawarłem w niej pewną ideę doskonałości. Która sama wymaga pewnego namysłu. Jednak głównie przez doskonałość rozumiem nie tyle wzrost, co oczyszczenie pewnych podstawowych zasad. Tak jak w czasie budowania na nowo światopoglądu w czasie konfliktu wartości, nie tyle tworzymy lub szukamy nowe idee czy wartości, lecz układamy te posiadane w spójną całość która pozwala nam funkcjonować. Znaczący wzrost może dopiero nastąpić kiedy jest nań miejsce. Tak samo jak małemu drzewu ciężko jest rosnąć kiedy jest w cieniu innych, tak też człowiek nie będzie mógł wznieść się kiedy będzie przytłoczony tym chaosem.

      Poza tym samo upraszczanie też nie jest złe. Tylko jak już pisałem musi prowadzić do oczyszczenia pewnych systemów, wyprowadzenia ich z chaosu, nie koniecznie do zmniejszenia ich zakresu.

      Tak więc ostatecznie z siły uczyniłem jedynie zasadę doskonalenia istoty rzeczy. Chociaż pewnie gdzieś w rozumowaniu będzie się można natknąć na jakieś błędy. Jednak zawsze krok do przodu.

      Usuń
    5. Obrazek uważam za o tyle dobry, że ogólny sens przekazuje. Uproszczenie mowy i przekazu, porzucenie wartości. A porównane są głosy pokolenia - nie ma się co rzucać, że się zmieniają. Niczego głębszego od tego obrazka nie chciałam.

      Siłę z jednej strony upraszczasz a z drugiej bezsensownie komplikujesz. Oczywiście, że tutaj należy ją uprościć do napędu działań i połączenia z duchowością, ale jednocześnie... To napędzanie się wszystkiego jest bardziej kołowe. Więcej siły->więcej samodoskonalenia->więc świadomości->więcej siły i tak dalej.

      Siła na pewno jest bardziej pierwotna niż świadomość. Istnieje nie tylko w świecie ludzkim, poza tym łatwo zauważyć, że jest cechą podświadomą, bardziej związaną z ego, czasem wręcz id, niż superego. Również fakt, że może być nieuświadomiona dopóki nie znajdziemy się w sytuacji wymagającej od nas jej użycia.

      Co do upraszczania... Bywa dobre. Ale tylko czasami. Zazwyczaj prowadzi do powstania idiotycznych stereotypów czy nawet poglądów, które przyćmiewają rzeczywisty obraz sytuacji, bo byłby zbyt złożony. Tylko jeśli upraszczamy mając świadomość, że to nie jest wszystko i rzeczywiście nam to pomaga można stwierdzić, że jest to dobre.

      Usuń