środa, 23 stycznia 2013

Nicość



Miałam napisać tak wiele. Najpierw o patriotyzmie, oczywiście z okazji 11 listopada. Ten jednak temat mnie przerósł, okazał się zbyt obszerny. Potem uczcić święta praktycznie wszystkich religii, opowiedzieć o tak niesamowitej nocy jak przesilenie i jej wypaczeniu, na koniec porozważać o nowym roku i zadziwiającej dacie jego początku. Nic z tego nie wyszło, na nic z dwóch ostatnich nie miałam sił i się nie zdobyłam. Sam fakt, że zebrałam się by napisać to, co teraz czytasz jest dla mnie samej zaskoczeniem. Bo w sumie po co? To jest najgorsze pytanie jakie sobie kiedykolwiek zadałam, bo nigdy nie ma na nie satysfakcjonującej odpowiedzi. Po co, dlaczego, jaki to ma sens? Wyobraź sobie...
            Patrząc przez okno widzisz tylko szarość nieba, dziesiątki bloków przesłaniających horyzont, drzewa, niebo, przestrzeń. Klaustrofobiczny widok powoduje poczucie zagrożenia, duszenia, powolnego umiera, przedśmiertnego gnicia. Zmusza do cofnięcia się w głąb jeszcze mniejszego, ale za to bezpieczniejszego pokoiku w przyjaźnie otulającą ciemność. Musisz iść spać, ale nie chcesz. Wolisz siedzieć w mroku, oparty o miękką krawędź łóżka i rozkoszować się słodką samotnością, możliwością odkrycia siebie. Jednak im bardziej się odkrywasz tym jest gorzej. Zdajesz sobie sprawę, dlaczego nie chcesz iść spać – chwila przed zamknięciem oczu z głową na poduszce jest najprzyjemniejsza. Daje nadzieję, że te oczy nie zostaną już więcej otwarte, że pozostaniesz Tam na zawsze. Albo lepiej – obudzisz się gdzie indziej, wszystko co dotąd się działo okaże się koszmarnym snem, który minął. Będziesz tam gdzie powinieneś i wtedy kiedy powinieneś. Nad tym wszystkim jednak krąży cień – świadomość, że to niemożliwe, że jutro znów otworzysz oczy będąc w tym samym miejscu, dopadnie cię zwykła szarość, codzienność, bezmyślność w bezsensowności. W końcu się jednak kładziesz. Zgodnie z oczekiwaniami następuje następny dzień. Idziesz do szkoły, pracy. Nie jesteś bardzo smutny, zdarza ci się zażartować, zaśmiać, pogadać normalnie z ludźmi. Ale jakoś nie sprawia to tyle radości i przyjemności co kiedyś a ta, która jest szybko znika. Bywają dni, że w ogóle nie czerpiesz z niczego radości, wszystko irytuje lub doprowadza do łez. Jesteś tam, bo musisz, bo w sumie co innego możesz? Bez szczęścia włóczysz się wśród ludzi, których najchętniej byś pozabijał, powywoził, byle nie było ich wokół, byle dali ci spokój!
Ludzie tego nie widzą, nie wiedzą. Nie mają jak zauważyć – przecież każdy miewa gorszy dzień, to na pewno jeden z takich. Skoro się śmiejesz, żartujesz to na pewno wszystko z tobą w porządku. Bzdurne mity. Błędne koło polega na tym, że skoro nie wiedzą i nie zauważają to się nie dowiedzą, bo lepiej gdy im nie mówisz. Nie zrozumieją – twierdzą, że to urojone, próbują pocieszać lub, o zgrozo, zaczynają gadać o lekarzu i pomocy. A to jest najgorsze, co może spotkać – gdy dziecko skaleczy się w palec idzie do mamy aby ta je ucałowała, przytuliła i ukochała nie zaś by polała palec zimną wodą, przykleiła plaster i profesjonalnie pomogła. Oczywiście, gdy patrzeć na to praktycznie to drugie jest lepsze, bardziej pomoże dziecku i zaleczy ranę. Lecz mimo wygojenia rany w dziecku pozostanie niesmak i rozczarowanie, bo nie tego chciało, nie to pomogłoby na ból.
Tak więc trwa się w ciszy, milczy w cierpieniu i cierpli w milczeniu. Trwa to długo, tak długo aż nie ma już innego „ja”, aż staje się ona taką samą częścią nas jak ulubiony film, częste powiedzonko czy sposób reagowania na stres. Po prostu jest i nie ma szansy być bez niej. Zwłaszcza, że daje przeświadczenie o mądrości a może i samą mądrość o nas samych, pozwala odkrywać rzeczy, których wolelibyśmy nigdy nie wiedzieć, jednak gdy je poznamy nie potrafimy z nich zrezygnować. Światopogląd, ideologia, religia, samoocena – wszystko, dopóki jest, podlega jej. Gdy zaś te rzeczy znikają to ona staje się jedyną właściwą formą i stwarza fundamenty pod budowę wszystkiego innego.
            Każdy z nas potrzebuje czego innego by obejść się bez niej, by móc żyć samemu. I mało który z nas ma środki, możliwości lub odwagę by to zdobyć lub po to sięgnąć. Inaczej nigdy by jej nie było.
           Człowiek nie może żyć, nie wiedząc, po co żyje.