Miałam
napisać tak wiele. Najpierw o patriotyzmie, oczywiście z okazji 11 listopada.
Ten jednak temat mnie przerósł, okazał się zbyt obszerny. Potem uczcić święta
praktycznie wszystkich religii, opowiedzieć o tak niesamowitej nocy jak
przesilenie i jej wypaczeniu, na koniec porozważać o nowym roku i zadziwiającej
dacie jego początku. Nic z tego nie wyszło, na nic z dwóch ostatnich nie miałam
sił i się nie zdobyłam. Sam fakt, że zebrałam się by napisać to, co teraz
czytasz jest dla mnie samej zaskoczeniem. Bo w sumie po co? To jest najgorsze
pytanie jakie sobie kiedykolwiek zadałam, bo nigdy nie ma na nie
satysfakcjonującej odpowiedzi. Po co, dlaczego, jaki to ma sens? Wyobraź sobie...
Patrząc przez okno widzisz tylko
szarość nieba, dziesiątki bloków przesłaniających horyzont, drzewa, niebo,
przestrzeń. Klaustrofobiczny widok powoduje poczucie zagrożenia, duszenia,
powolnego umiera, przedśmiertnego gnicia. Zmusza do cofnięcia się w głąb
jeszcze mniejszego, ale za to bezpieczniejszego pokoiku w przyjaźnie otulającą
ciemność. Musisz iść spać, ale nie chcesz. Wolisz siedzieć w mroku, oparty o
miękką krawędź łóżka i rozkoszować się słodką samotnością, możliwością odkrycia
siebie. Jednak im bardziej się odkrywasz tym jest gorzej. Zdajesz sobie sprawę,
dlaczego nie chcesz iść spać – chwila przed zamknięciem oczu z głową na
poduszce jest najprzyjemniejsza. Daje nadzieję, że te oczy nie zostaną już
więcej otwarte, że pozostaniesz Tam na zawsze. Albo lepiej – obudzisz się gdzie
indziej, wszystko co dotąd się działo okaże się koszmarnym snem, który minął.
Będziesz tam gdzie powinieneś i wtedy kiedy powinieneś. Nad tym wszystkim
jednak krąży cień – świadomość, że to niemożliwe, że jutro znów otworzysz oczy
będąc w tym samym miejscu, dopadnie cię zwykła szarość, codzienność,
bezmyślność w bezsensowności. W końcu się jednak kładziesz. Zgodnie z
oczekiwaniami następuje następny dzień. Idziesz do szkoły, pracy. Nie jesteś
bardzo smutny, zdarza ci się zażartować, zaśmiać, pogadać normalnie z ludźmi.
Ale jakoś nie sprawia to tyle radości i przyjemności co kiedyś a ta, która jest
szybko znika. Bywają dni, że w ogóle nie czerpiesz z niczego radości, wszystko
irytuje lub doprowadza do łez. Jesteś tam, bo musisz, bo w sumie co innego
możesz? Bez szczęścia włóczysz się wśród ludzi, których najchętniej byś
pozabijał, powywoził, byle nie było ich wokół, byle dali ci spokój!
Ludzie tego nie widzą, nie wiedzą. Nie mają jak zauważyć –
przecież każdy miewa gorszy dzień, to na pewno jeden z takich. Skoro się
śmiejesz, żartujesz to na pewno wszystko z tobą w porządku. Bzdurne mity. Błędne
koło polega na tym, że skoro nie wiedzą i nie zauważają to się nie dowiedzą, bo
lepiej gdy im nie mówisz. Nie zrozumieją – twierdzą, że to urojone, próbują
pocieszać lub, o zgrozo, zaczynają gadać o lekarzu i pomocy. A to jest
najgorsze, co może spotkać – gdy dziecko skaleczy się w palec idzie do mamy aby
ta je ucałowała, przytuliła i ukochała nie zaś by polała palec zimną wodą,
przykleiła plaster i profesjonalnie pomogła. Oczywiście, gdy patrzeć na to
praktycznie to drugie jest lepsze, bardziej pomoże dziecku i zaleczy ranę. Lecz
mimo wygojenia rany w dziecku pozostanie niesmak i rozczarowanie, bo nie tego
chciało, nie to pomogłoby na ból.
Tak więc trwa się w ciszy, milczy w cierpieniu i cierpli w
milczeniu. Trwa to długo, tak długo aż nie ma już innego „ja”, aż staje się ona
taką samą częścią nas jak ulubiony film, częste powiedzonko czy sposób
reagowania na stres. Po prostu jest i nie ma szansy być bez niej. Zwłaszcza, że
daje przeświadczenie o mądrości a może i samą mądrość o nas samych, pozwala
odkrywać rzeczy, których wolelibyśmy nigdy nie wiedzieć, jednak gdy je poznamy
nie potrafimy z nich zrezygnować. Światopogląd, ideologia, religia, samoocena –
wszystko, dopóki jest, podlega jej. Gdy zaś te rzeczy znikają to ona staje się
jedyną właściwą formą i stwarza fundamenty pod budowę wszystkiego innego.
Każdy z nas potrzebuje czego innego
by obejść się bez niej, by móc żyć samemu. I mało który z nas ma środki,
możliwości lub odwagę by to zdobyć lub po to sięgnąć. Inaczej nigdy by jej nie
było.
Człowiek nie może żyć, nie wiedząc, po co żyje.