sobota, 21 lipca 2012

Między dobrem a złem.


Im więcej się myśli tym bardziej boli. O tym nie trzeba chyba nikogo przekonywać, każdy kto choć raz w życiu przyłapał się na zbytnich rozmyślaniach dobrze o tym wie. Ciekawe więc czemu ja nie jestem w stanie przestać rozmyślać nad wszystkim, tym co mnie otacza i – niestety – nie otacza. Ostatnio, pod wpływem pewnych rozmów i lektur na temat tak oczywisty, tak niby znany, a jednak wcale nie taki prosty.
            Dobro, zło. Dobro i zło. Dobro czy zło? Pojęcia wpajane nam od dziecka, niezastąpione atrybuty prawie wszystkich religii, a jednak przy głębszej refleksji można dojść do wniosku, że tak naprawdę nic o nich nie wiemy. Zarówno dlatego, że wiele rzeczy nie da się jednoznacznie przypisać do którejś grupy jak i dlatego, że wielu błędnie przypisuje im synonimy na ten przykład dobru etyczność, podczas gdy jedno drugie często wyklucza. A te wszystkie problemy biorą się wyłącznie ze sztuczności, ludzkiego pochodzenia, tych stwierdzeń.
            Bo czym naprawdę są te pojęcia jeśli nie staro-żydowskim – a być może jeszcze wcześniejszym - sposobem kontrolowania tłumu, który – gdy się sprawdził – został przyjęty przez inne kultury z tych okolic, a potem opanował świat? Czym jeśli nie innym nazwaniem „działania na rzecz stada” i „działaniem na swoją rzecz”? Znacznie łatwiej przecież zmusić ludzi do nie mordowania się, nie okradania czy pomocy innym gdy nazwie się to wielkimi słowami i w dodatku obieca za to nagrodę bądź karę. Pomysł jednak okazał się nie być niezawodny. Jakkolwiek bowiem wiele rzeczy łatwo dopasować pod ten prosty schemat – morderstwa, gwałty, wymuszenia, ratowanie czyjegoś życia – tak wiele spraw nie da się podporządkować pod coś tak czarno-białego. Koncepcja dobra i zła funkcjonowała świetnie dopóki ludzie nie zastanawiali się zbyt wiele, do tego świat znał znacznie mniej form interakcji międzyludzkich. Teraz jednak okazuje się, że przestaje działać.
            Zacznijmy od zła, jakoś łatwiej przychodzą mi przykłady. Wiele religii twierdzi, że cudzołóstwo czy seks przed ślubem są rzeczą złą i straszliwą. Czemu? Czy naprawdę krzywdzi to kogoś niewychowanego w tych zasadach, z bardziej otwartym umysłem? Czy dwójka ludzi umawiająca się na „otwarty związek” jest z natury zła? Bo co takiego robią? Nikogo nie krzywdzą, nie ranią, nie prowadzą do rozpadu stada czy wyginięcia gatunku.  Ba, spełniają swoje biologiczne przeznaczenie przedłużenia gatunku lepiej niż monogamiści. Czemu więc tak bardzo się na nich wyżywać? Nie, nie ma to nic wspólnego z rzeczywistym stanem rzeczy, rzeczywistym „złem” idącym za takimi praktykami. Łatwo tu dostrzec efekt męskiej dominacji w okresie tworzenia się najbardziej popularnych dziś religii, bo nie da się zaprzeczyć, że mężczyźni są niezwykle terytorialni i wejście innego samca w okolice ich kobiety traktują jako wyzwanie. Łatwiej więc zmusić kobiety do wierności – i tym sposobem nie musieć martwić się o konkurencje – wmawiając jej, że to dobre, że jakieś bóstwo tak chce i że czeka ją za to nagroda. Dobrze, ale co w drugą stronę? Co z wiernością wobec kobiety? Najlepiej wyszedł z problemu islam nie bawiący się w hipokryzje i twierdzenie, że „w takim razie stwierdźmy, że facet też ma być wierny, chociaż i tak wiadomo, że jak kobieta siedzi w domu to oni będą biegali do innych”. Zanim zostanę spalona na stosie - tak, dziś męskie myślenie bardzo się w tej kwestii zmienia, ale nie sądzę by ci sprzed 2000 lat naprawdę byli wierni swojej samicy (dziś też nie koniecznie są). No dobrze, ale co chcę osiągnąć tym prostym przykładem? Otóż zło szybko straciło swoje pierwotne znaczenie czegoś krzywdzącego i stało się sposobem na manipulację ludzkim umysłem i wmawiania mu co wolno, a czego nie. Rzadko jest to związane z prawdziwym stanem rzeczy, a często po prostu tym co pasuje religiom. Tutaj, przy temacie religii, dochodzimy do paradoksu, że to co dla jednych będzie złe dla innych będzie dobra. Czy to znaczy, że któraś strona postępuje niewłaściwie?
            Druga kwestia to dobro. Brzmi to bardzo ładnie, przyciąga jak ćmy do ognia, bo przecież przy dobru nie może nam się nic stać. Nie jest to jednak takie proste i wyznawca takiej ideologii może się łatwo zranić. W normalnych, codziennych sytuacjach dobro jest prostym, miłym, łagodnym obrońcą – dobrzy ludzie pomagają innym ludziom, zwierzętom, nie myślą zbyt wiele o sobie, poświęcają się. Oddają wszystko co mają żeby innym było łatwiej. Jednak w ekstremalnych sytuacjach dobro staje się okrutne, bezwzględne, bolesne. Może wymagać ofiary z życia tego dobrego człowieka lub wymóc od niego zabicie innego – również dobrego – człowieka. I gdzie tu sens, gdzie tu logika? Nie ma, nie było i nie będzie.
            Te dwa słowa, dwa określenia, zostały sformułowane jako sposób na proste wytłumaczenie osobom niewtajemniczonym w życie stada (zwłaszcza dzieciom) co wolno, a czego nie. Jednak potem tracą całe swoje znaczenie i sens, stają się stekiem bzdur, a wręcz przeszkadzają w życiu, nawet codziennym. A wszystko tylko dlatego, że istnieją tylko pośród ludzi i odnoszą się tylko do nich. Bo czy lisa, albo dramatyczniej, lisicę, zbijającą zająca by wykarmić siebie i młode nazwiemy złą? Nie. Ale przecież to morderstwo, więc jest złe. Więcej. Czy człowieka zabijającego tą lisicę nazwiemy złym? Nie, to tylko głupie zwierzę dające futro. Może to być nieetyczne, ale nie jest złe. A morderstwo jest takie samo jak przy człowieku.
            Tak więc w może niezbyt klarowny – ale moje myśli takie nie bywają – sposób dochodzę do tego jak głupio jest naprawdę wierzyć w takie bzdury jak dobro i zło. Tych słów można używać na co dzień, zwłaszcza, że weszły na stałe do naszego słownika, jednak pośród poważniejszych, głębszych przemyśleń tracą one racje bytu, gdyż w tym wypadku trzeba by je bardzo rozszerzyć.

5 komentarzy:

  1. Protestuje. Ludzi powinien obowiązywać inny sposób oceniania niż zwierzęta, albowiem ludzie czy byśmy tego chcieli, czy nie posiadają bardziej rozbudowany intelekt.

    Ludzie budują właśnie przez to różne "instytucje", prawa które pozwalają im przetrwać w otoczeniu które sobie kształtują, co też jest kolejnym powodem mojego wcześniejszego postulatu.

    Oczywiście też można by kłócić się o odmienność człowieka od zwierzęcia na tle religijnym, jednak nie stanowi to chyba wyzwania.

    Lubię się czepiać, jednak nie jestem pewien czy rozwijać wypowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby spędzić wystarczająco wiele czasu ze zwierzętami łatwo się przekonać, że ich intelekt dorównuje, a czasem nawet przewyższa ludzki, chociaż działa w nieco... inny sposób.
      Jednak nie do końca o to mi chodziło. Tym razem zastosowanie tu zwierząt miało wyłącznie pokazać sztuczność tych założeń oraz ich wyłącznie ludzkie pochodzenie - obowiązują przecież tylko dla ludzi, całej reszty (wszech)świata się nie trzymają.
      I jeśli zamierzasz coś pisać, wypowiadać się, wykłócać to jeśli tylko ci się chce - proszę bardzo. Pobudzanie do myślenia oraz samo myślenie jest jedną z najważniejszych rzeczy na świecie.

      Usuń
    2. Zwierzęta bardziej się opierają na instynkcie, dlatego są lepiej przystosowane do życia w świecie. Człowiek natomiast właśnie rozwinął bardziej intelekt, przez co może oddawać się różnym abstrakcyjnym konceptom, tworzyć dziwne rzeczy etc. Poza tym też przez to ma problem z podstawowymi rzeczami, które zwierzęta są w stanie zrobić naturalnie. Jednak nie znaczy to, że zwierzęta nie posiadają pewnego intelektu.

      Poza tym proces autoidentyfikacji się człowieka, samoświadomość. Tutaj rodzi się cała "nienaturalność". Czy zwierzęta noszą maski? Właśnie ludzie identyfikują się z własnym obrazem, widzą się oczami innych etc. Idea tej całej "ekscentrycznej pozycjonalności"...

      Poza tym też w antropologii pojawiały się głosy, że właśnie to co nazywasz sztucznym, jest dla człowieka naturalne. Ponieważ człowiek się tak wykształcił, że tworzy kulturę, buduje na jej podstawie społeczeństwo i tak dalej. Ludzka naturalność jest kulturowością, co jest dosyć ciekawą koncepcją.

      Mimo wszystko człowiek jest specyficzną istotą.

      Wracając jeszcze do idei dobra i zła. Można wyjść od dwóch założeń. Pierwsze, że są one subiektywne. Drugie, że są obiektywne. Subiektywizacja jest dosyć prosta i odnosić się będzie do osobistego sumienia każdego z nas. Jednak obiektywność dawała by nam kolejne możliwości. Możemy obiektywność odnieść do danej kultury, jeśli jesteśmy wierzący to możemy wyjść poza świat ludzki i świat zrobić polem walki między dobrem a złem. Jak manichejczycy. Możemy też odwołać się do pragmatycznej metody i twierdzić, że dobre jest to co jest użyteczne i sensowne.

      Podoba mi się osobiście to manichejskie podejście. Lubię myśleć, że jest coś stałego w świecie. Jednak też trudno mi to zastosować, chociażby z powodu, że nie posiadam specjalnego doświadczenia w sprawach transcendentalnych i ostatecznych.

      Podoba mi się to w filozofii, że jest tyle stanowisk, a tak mało pewnych rzeczy.

      Usuń
    3. To prawda, że do koncepcji dobra i zła można podejść różnie. Ja tutaj rzeczywiście tego nie zaznaczyłam, ale wyszłam z założenia obiektywizmu, bo tylko wtedy wydaje mi się to ideami, a w przypadku subiektywizmu stają się bardziej ideologiczno-światopoglądowe. Nie można ich wtedy za bardzo rozważać, bo kiedy to indywidualna sprawa to nijak się nią zajmować, tak naprawdę. Jednak jakkolwiek zgodzę się stałościami w świecie tak koncepcja walki między dobrem a złem, co chyba można tu wyczytać, zupełnie mnie nie rusza.

      Czy ja wiem czy tak mało pewnych w ten filozofii? Każdy ma swoje racje i będzie - powinien - ich bronić, stąd biorą się odpowiedzi, choć dla każdego inne i to może niektórych gubić.

      Usuń
  2. Nie jestem pewien czy nie można by subiektywistycznego podejścia rozważać. Można zawsze sprawdzać wartość takich światopoglądów przez pryzmat logiki albo użyteczności dla danej osoby. Na przykład zbyt wielka wiara, która sprawiałaby, że człowiek zamiast iść do lekarza oddaje się modlitwie i czeka na cud. Niezbyt użyteczne. Chyba, że dzięki temu poczuje się lepiej odchodząc, jednak nie spodziewałbym się tego po kimś kto modli się o uzdrowienie i życie.

    OdpowiedzUsuń