poniedziałek, 22 października 2012

Nic nie muszę!



Po długich a ciężkich udało mi się – usiadłam i spisałam. Ten tekst chodził za mną od bardzo, bardzo dawna, ale dotąd jakoś nie dałam rady go stworzyć.
            A teraz: oto jest.

            Od jakiegoś czasu, w wyniku pewnej dyskusji, chodzą mi po głowie rozważania o wolności. Jest to kolejne zadziwiające i abstrakcyjne słowo, które jednak towarzyszy nam na co dzień.
            Zanim zacznę cokolwiek przydałoby się powiedzieć czym tak właściwie jest wolność. Tutaj pojawia się pierwszy problem, wręcz nie do przeskoczenia. Jak wiadomo gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania i w tym przypadku widać to niezwykle wyraźnie. Bowiem wielu jest w stanie własnowolnie wyrzec się wolności i zrzec jej przywilejów, równie jednak wielu potrzebuje chociaż złudnego przekonania, że są wolnymi. Jednak wracając: co to oznacza? Czy pomoże nam słownik? Niespecjalnie. Twierdzi on, że wolność to „niezależność, niepodległość, swoboda, samodzielność”. Ciężko się z nim nie zgodzić, jednak nie daje nam to zbyt wielu konkretów. I tutaj wracają nasi dwaj Polacy – otóż, jak nietrudno zauważyć, każdy ma swoją definicję wolności.
            Zdarzyło mi się słyszeć, że jest to „brak ograniczeń”. Równie dobrze można by powiedzieć „nie istnieje”, czy bowiem możemy być kiedykolwiek niczym nieograniczeni? Dziś ograniczają nas prawa, zwyczaje, obowiązki. Jeśli ktoś wyrzeka się tego pozostaje dalej własne sumienie, poczucie honoru, duma. Jeśli jednak i tego się wyzbędziemy – musimy przecież jeść, pić, spać. Tych ograniczeń nie zrzucimy nigdy.
            Inną, bardzo ciekawą definicją było: „możliwość wyboru ograniczeń”. Autorowi jestem w stanie przyznać wiele racji – ograniczeń w pełni nigdy się nie wyzbędziemy, ale skoro mamy wybór drogi, którą zechcemy podążać (lub nie) to jest to niewątpliwie pewien rodzaj wolności.
            Jednak na potrzeby tych przemyśleń postanowiłam podciągnąć wszystko pod swoją definicje: „ograniczenie jedynie przez samego siebie”.
            No dobrze, wiemy już czym jest, a raczej czym może być, wolność. O czym jednak chce powiedzieć? Co mnie tak w niej intryguje?
            Po pierwsze pęd człowieka do wolności. Co prawda, jak już wspominałam, wielu dobrowolnie się jej wyrzeka. Jednak nadal większość jest w stanie poświęcić się dla niej, dążyć do niej jak tylko może, szukać jej i stworzyć z niej swój cel życiowy (i tej część poświęcę większość swojej uwagi). Czy jednak warto? Pierwsza odpowiedź jak przychodzi do głowy to „tak!”. W końcu kto chciałby być zniewolony, zmuszony, ograniczony? A jednak gdy się nad tym zastanowić, przyjrzeć historii i ludziom wokół nas nietrudno nabrać wątpliwości. Czytając Ericha Fromma można łatwo dojść do wniosku, że o wolności łatwo mówić, łatwo o nią walczyć, łatwo o niej marzyć. Jednak posiadanie wolności jest jedną z najcięższych rzeczy w ludzkim życiu. Dopóki jej nie mamy – a jej brak narzucony jest z zewnątrz - jest celem, snem, dążeniem. Kiedy jednak tylko ją zyskujemy robimy wszystko by się jej pozbyć. Tak, tak, zwłaszcza ci, którzy tak się burzą, że oni tej wolności pragną. Bowiem czym jest wolność tak naprawdę? Nie pytam tym razem o ograniczenia i swobody, o definicje osobiste a o te uniwersalne. Otóż wolność jest przymusem. Tak, dokładnie tym, choć nie tylko. Wolność to przymus podejmowania własnych decyzji, nie patrzenia na innych – czego nie wolno mylić z przyjmowaniem rad – odpowiedzialności za wszystko co zrobimy, powiemy, pomyślimy nawet. Będąc wolnymi musimy okazać się też silnymi, odpowiedzialnymi, dojrzałymi. Inaczej albo popełnimy błąd za błędem, które ostatecznie sprowadzą nas na dno, albo wolność nas zgniecie, przytłoczy, przerośnie i będziemy szukać jakiejś formy niewoli, która uwolni nas od samych siebie. „W końcu wszyscy tak robią”, „to on kazał mi to zrobić”, „nie wiem, nie pytaj”.
            W naszym społeczeństwie pewien rodzaj wolności uzyskuje się w wieku 18 lat. Możemy – teoretycznie – decydować o sobie, swoim życiu. Możemy rzucić szkołę i wyjechać na drugi koniec świata, możemy oddać się studiom, możemy spędzać wieczory na pijaństwie czy doczekać się potomka i założyć rodzinę. Czy to jednak słuszny pomysł? Moim zdaniem nie. Nie każdy zasługuje na wolność i nie tylko dlatego, że będzie starał się jej pozbyć. Jak już pisałam wolność to odpowiedzialność, a odpowiedzialności nie liczy się z wiekiem lecz charakterem, dojrzałością, czynami. Niektórzy zasługują na wolność na długo przed osiągnięciem odpowiedzialności, niektórzy nie zasłużą na nią nigdy. Jak rozwiązać ten problem, komu przyznać tą wolność a kogo jej pozbawić? Przyznam się, że nie wiem, choć mam nadzieję kiedyś wymyślić pewien sposób, jakieś rozgraniczenie.
            Na dziś pozostaje tylko pytanie: kto z nas naprawdę chce wolności, którą posiada?

4 komentarze:

  1. Jednak czy ta wolność jest takim przymusem skoro piszesz, że "będziemy szukać jakiejś formy niewoli", albo "wielu dobrowolnie się jej wyrzeka"?

    Poza tym inną, ważną kwestią jest czy wolność bez ograniczeń była by coś warta. Wszelkie prawa, ludzkie i naturalne, były by niczym bez skutków które za sobą pociągają. Osobiście cenię sobie przyczynowo-skutkowość świata.

    Poza tym dobre pytanie zadałaś na koniec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla osób słabych, łatwo uginających się pod czyjąś wolą czy zwyczajnie nieodpowiedzialnych wolność jest... no, może nie tyle przymusem, ale karą. Dostają ją, ale jej nie chcą, stąd się jej pozbywają. Gdyby była przymusem nie mieliby możliwości pozbycia się jej.

    Co do wolności bez ograniczeń to ona nie istnieje i to trzeba sobie uświadomić - bez ograniczeń nie istnieje nic, tak naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Technicznie rzecz biorąc to zależy od światopoglądu. Niektóre systemy filozoficzne i religijne dopuszczają rzeczy nieograniczone. Wystarczy przestać pojmować rzeczy jako odmienne i ograniczające się, a zacząć myśleć o nich jako o uzupełnieniach i jedności. Błogosławiony monizm.

    Jednak wracając do wolności. Trudna sprawa. Niby możemy ją odrzucić i zdać się na innych, jednak to też jest wolny wybór. Tyle tylko, że nie dopuszczamy do siebie myśli, że popełniamy ten wybór. Jednym przypadkiem gdzie doszukiwałbym się braku tej wolności, jest sytuacja gdzie ktoś jest od wczesnego okresu indoktrynowany i odcina się go od możliwości nauki i samorozwoju. Jednak wciąż przypomina to sytuację gdzie człowiek zdaje się na innych, bojąc się sam podjąć decyzję i nie dopuszcza do siebie myśli, że podejmuje decyzje by zdać się na innych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sytuacja gdy ktoś nigdy wolności nie zaznał jest niewątpliwie jej brakiem. Bowiem to nie tak, że ten ktoś zdał się na innych porzucając możliwość nauki i rozwoju a został tego odgórnie pozbawiony i nigdy nie miał żadnego prawa głosu.
    Jednak ludzie porzucający tą wolność, zdający się na kogoś - też ją tracą. To prawda, że podejmują wybór, idą którąś ze ścieżek i jest to oznaką wolności. Ale potem ta wolność znika, jest to ostatni wybór jeśli wpadną w jakąś skrajność. Tak jak żeby umrzeć trzeba żyć, żeby pozbyć się wolności trzeba najpierw w odpowiedni sposób z niej skorzystać.

    OdpowiedzUsuń